Dzisiaj jest 27 Lipca 2017, Czwartek, imieniny obchodzą:

, dodano: Honorata Nowak

Kolumbijska lekcja pokory

Choć tęskni za barszczem mamy i zupą kalafiorową babci, w Kolumbii odkryła drugą ojczyznę. W kraju pachnącym i smakującym kawą, gostynianka Ewa Kulak pracuje jako dziennikarz i kończy pisać drugą książkę. W rozmowie z Honoratą Nowak opowiada o kolumbijskim uskrzydleniu, wojennej codzienności i zbawiennym wpływie tropiku na kobiecą atrakcyjność.

Czym jest dla Pani w tej chwili Kolumbia?

Od czterech lat Kolumbia jest moją drugą ojczyzną. Przyjęła mnie bardzo serdecznie, otwarła swoje ramiona, pozwoliła rozwinąć się zawodowo, dała skrzydła. Tutaj też poznałam wyjątkową osobę, która pokazała mi Kolumbię, jakiej nigdy wcześniej sobie nie wyobrażałam; osobę, która jest doskonałym owocem tego, czym jest ten kraj.

Co w tym kraju urzeka Panią najbardziej, a do czego najtrudniej było Pani przywyknąć?

Kolumbia jest wyjątkowym krajem, który mógłby być prawdziwym rajem na ziemi, gdyby nie polityczne, gnębiące go od lat problemy. Kolumbia posiada wszystkie możliwe klimaty świata, przepiękne regiony: puszczę amazońską, Morze Karaibskie, wybrzeże Pacyfiku, pustynie, las tropikalny, Andy, wyspy o białym piasku, ośnieżone wulkany, wysokogórskie lodowce, gorące, tropikalne niziny, sawannę, potężne rzeki, góry porośnięte plantacjami kawy, siedmiokolorowe morze, itd. Jednak mimo tego całego bogactwa, do wielu regionów kraju trudno dotrzeć, gdyż toczy się tam wojna. Do takiego stanu rzeczy nie sposób się przyzwyczaić. Można tylko starać się go zaakceptować. Żołnierze z karabinami maszynowymi obecni dosłownie wszędzie: na ulicach kolumbijskich miast, na drogach, przy wejściach do muzeów, itd., są stałym elementem krajobrazu. Otwieranie i pokazywanie zawartości torebek przy wejściu do każdego budynku, kina, sklepu, itd., to w Kolumbii codzienność. Z drugiej jednak strony, walorem Kolumbii jest jej niesamowita różnorodność: ras, klimatów, kultur, kolorów, muzyki, tradycji, gastronomii. Wystaczy wyjechać 100 km na północ od Bogoty, a już, zamiast monumentalnych Andów, zobaczymy dziką sawannę i najpiękniejsze wschody słońca, jakie widziałam w życiu. Na zachód znajdziemy się w chłodnym, andyjskim regionie Boyacá, gdzie koniecznie trzeba okryć się indiańskim, wełnianym ponczem zwanym ruana, a na południe od Bogoty mamy gorący, wilgotny klimat departamentu Tolima, z całym mnóstwem tropikalnych owoców. Wystarczy tylko podjąć decyzję, w którym kierunku się udajemy. Tym, co wyjątkowo fascynuje mnie w Kolumbii, są ludzie. Wychowani w tak trudnych realiach, potrafią się uśmiechać, myśleć pozytywnie, być optymistami i żyć na tyle normalnie, na ile jest to tutaj możliwe.

Czego iście polskiego brakuje Pani w Kolumbii?

W Kolumbii brakuje mi przede wszystkim kontaktu z moją rodziną, wspólnych obiadów, pogaduszek, wymiany poglądów, polskich zwyczajów, świąt, śniegu i pór roku. Wbrew pozorom, wieczna wiosno-jesień powodująca alergie, nie jest idealna. Pory roku organizują nam w Europie życie, nadają konkretny rytm. W równikowej Kolumbii natomiast luty jest dokładnie taki sam jak maj czy wrzesień. Brakuje mi również polskiego jedzenia, przede wszystkim pysznych, polskich serów i wędlin, ogórków kiszonych, barszczu mamy, pierogów, bigosu, marchewki i zupy kalafiorowej mojej babci, polskich słodyczy, chrzanu, jabłek, które są tutaj egzotycznym owocem i wielkim rarytasem. Myślę jednak, że przyzwyczaiłam się także do kolumbijskiego jedzenia i gdyby przyszło mi teraz wrócić do Polski na dłużej, brakowałoby mi smażonych platanów, świeżo wyciśniętego soku mandarynkowego, aromatycznej marakui, cukru z trzciny cukrowej, chleba z juki, pieczonej kukurydzy, gorącej czekolady z wrzuconym do środka serem, kreolskich ziemniaczków, itd. Z innej strony, brakuje mi normalności, swobodnego spaceru do lasu czy w góry bez denerwowania się, że jesteśmy na terenie działań wojennych; podróżowania gdzie poniesie nas wyobraźnia, do miejsc wskazanych na oślep na mapie. Takich rzeczy w Kolumbii robić nie można. Przed jakimkolwiek wyjazdem do określonego regionu Kolumbii, sprawdzić należy, czy nie toczą się tam właśnie starcia zbrojne, aby nie narażać życia i nie wpaść w kłopoty. Do takiej sytuacji doszło przy okazji wizyty moich rodziców w Kolumbii, w styczniu 2007 r. Chcieliśmy pojechać do przepięknego miejsca w puszczy nad Pacyfikiem, w którym byliśmy rok wcześniej – San Cipriano. Niestety, przed samym przyjazdem mojej rodziny, okazało się to absolutnie niemożliwe, gdyż toczyły się tam walki między regularnym wojskiem i partyzantką. Należało więc zmienić plany i pojechać w inne, równie zresztą atrakcyjne miejsce Kolumbii.

Jakim człowiekiem jest Pani mąż, Mario?

Jeśli powiem, że Mario jest wyjątkowy, zabrzmi to trywialnie. Mario jest niezwykle mądrym, ambitnym i kompetentnym człowiekiem: informatykiem, specjalistą od standardów web, wykładowcą uniwersyteckim, administratorem przedsiębiorstw, edytorem książek, fotografem, projektantem stron internetowych, autorem kilku publikacji poświęconych zagadnieniom informatycznym, muzykiem zakochanym w strunowych instrumentach południowoamerykańskich Andów, zwłaszcza bandoli. Jest osobą niezwykle kreatywną i dowcipną, która zawsze jednak zachowuje dobry smak i szanuje inne osoby i poglądy. Jest otwarty, szczery, bardzo pracowity i wyjątkowo inteligentny.

Czy pobyt w tropiku wpływa pozytywnie na Pani kobiecość?

Tropikalny klimat Kolumbii (nie miasta Bogoty) i brak pór roku niewątpliwie sprawiają, że kobiety tutaj wydają się atrakcyjniejsze niż w Europie. Wpływa na to słońce, światło i inne tropikalne składniki, mające zbawienny wpływ na wygląd zewnętrzny. I tak na przykład jednym z atrybutów kolumbijskich kobiet są długie włosy. Ponieważ z natury kobiety mają tu piękne, grube, błyszczące, czarne włosy, nadające im zmysłowości, od początku mojego pobytu mam włosy dłuższe niż zazwyczaj. W tropiku robią się one grubsze, mocniejsze, zdrowsze i bardziej błyszczące. Także kolor oczu, dzięki sporej ilości światła, staje się wyraźniejszy. W przypadku moich jasnobrązowych, dość typowych w Polsce oczu, w kolumbijskim świetle stały się one zielone. Dzięki zbawiennemu wpływowi słońca, które ostro tutaj świeci przez dwanaście miesięcy w roku, skóra staje się bardziej gładka i błyszcząca. Inną zupełnie kwestią jest mieszkanie w mieście tak ogromnym jak Bogota, pełnym samochodów, kurzu, smogu, spalin, itd., na wysokości 2600 m. n.p.m. Zdecydowanie nie wpływa to ani na dobre samopoczucie, ani na dobry stan zdrowia. Jedynym rozwiązaniem jest cotygodniowy wyjazd z Bogoty, świeże powietrze i zmiana klimatu.

Jak bardzo zmieniła się Pani za sprawą pobytu w Kolumbii?

Jedna ze spotkanych w Kolumbii Polek powiedziała kiedyś, że „Kolumbia sprawia, iż człowiek pokornieje” i absolutnie się z tym zgadzam. W kraju, w którym wojna domowa trwa już od 60 lat, gdzie ludzkie życie niewiele znaczy, gdzie codziennie w samym mieście Bogocie ginie kilkanaście osób, gdzie brat zabija brata, gdzie trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanu czy ataki guerrilli zmieść mogą z powierzchni ziemi dorobek całego życia, każdy dzień może być tym ostatnim. Kolumbijczycy przyzwyczaili się do takiego stanu rzeczy i dlatego właśnie cieszą się każdym przeżytym dniem, starając się zawsze skupiać tylko na tych dobrych momentach. Czasami ten nienaturalny optymizm w kraju, który nie jest krajem łatwym, irytuje, ale też zastanawia. Niewątpliwie w ciągu tych już ponad 4 lat mojego pobytu w Kolumbii dojrzałam po kolumbijsku, stałam się osobą ostrożniejszą, bardziej pokorną, która widzi wiele rzeczy w sposób odmienny od postrzegania przeciętnego Europejczyka. My - Polacy wyrastamy w kraju, gdzie codzienne życie jest znacznie łatwiejsze od kolumbijskiego, zarówno w sensie finansowym, jak i bezpieczeństwa. W Polsce nie ma wojny, a spacerując po lesie można być spokojnym, bo nie nadepnie się na minę przeciwpiechotną, a członkowie naszej rodziny nie zostaną uprowadzeni.

Jak wygląda Pani dzień w Kolumbii?

Mój normalny dzień w Kolumbii jest dość pracowity. Ponieważ godziny pracy w tym południowoamerykańskim kraju są takie jak w Hiszpanii, czyli od 8:00 do 12:00 i od 14.00 do 18:00, pracuje się tutaj niemal cały dzień. Mój zawód dziennikarza jest dość „elastyczny”. Pracuję w biurze prasowym Kancelarii Prezydenta Bogoty, gdzie nadzoruję wewnętrzny portal zwany Intranetem. Jestem tu od wczesnych godzin rannych do okolo 12:00, kiedy publikowane są wiadomości. Kiedy moi współpracownicy wychodzą na obowiązkową przerwę obiadową i zajmują się życiem towarzyskim, dwie godziny dziennie szkolę angielski w amerykańskiej akademii niedaleko Kancelarii. O 14:00 jem szybki obiad, po czym pracuję gdziekolwiek mam połączenie internetowe: w samej Kancelarii, w domu, itd. W międzyczasie przygotowuję moją drugą książkę, którą chcę opublikować w grudniu tego roku, a mianowicie „Podręcznik dziennikarstwa internetowego dla komunikatorów społecznych”. O 18:00 cztery razy w tygodniu chodzę na siłownię i około 20:00 wracam do domu. Odpowiadam wtedy na maile, aktualizuję moją dwujęzyczną stronę internetową, przygotowuję plan zajęć na kolejny dzień. Czasami wychodzę do kina lub na koncert, bo mieszkamy w samym sercu Bogoty, gdzie kwitnie życie kulturalne.

Przyszłość w Kolumbii czy zamierza Pani wrócić do Polski, a może zupełnie inne miejsce na ziemi?

Na dzień dzisiejszy myślę, że moją ojczyzną na najbliższe lata pozostanie Kolumbia, mimo iż „nigdy nie mówię nigdy”. Praca, zarówno moja, jak i mojego męża pozwala nam na realizowanie się w każdym miejscu na ziemi, gdzie podłączyć możemy komputer i zagwarantowany mamy dostęp do internetu 24 godziny na dobę. Kto wie... może za jakiś czas poszukamy szczęścia w innym miejscu naszej planety?

I na koniec. Jak smakuje kolumbijska kawa, o której tak często wspomina Pani na swojej stronie?

Kolumbia słynie na całym świecie z doskonałej kawy, którą tutaj pija się o każdej porze dnia i praktycznie w każdym momencie. Kolumbia pachnie i smakuje kawą.

Z Ewą Kulak rozmawiała Honorata Nowak.

Czytaj również

Komentarze (4)

Drogi Czytelniku! - Dobrze wiesz, że w sieci nie jesteś anonimowy, a zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych – Komentuj. Nie obrażaj! Redakcja portalu Gostyń24.pl zastrzega sobie prawo do ingerowania lub całkowitego usuwania komentarzy jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego, a także, gdy będą naruszały normy prawne i obyczajowe.

Dodane przez Antygeograf, w dniu 2007-09-19 19:50:09

Super tekścik. Nic nie wiem o Kolumbii, wstyd się przyznać. Dlatego przeczytałem z ciekawością

Dodane przez pani_od_marzeń, w dniu 2007-09-21 17:36:00

To jest coś! To jest życie :-) Również chciałabym się wyrwać i zdobyć świat... Fajnie by było :) Aż miło się czyta ten wywiad i nachodzi ochota na filiżankę kawy ;)

Dodane przez AniUsia21, w dniu 2008-04-10 11:02:01

Cos wspanialego:) ja od dawna interesuje sie Kolumbia,moim marzeniem jest tam wyjechac i poszukac prace.Przez ostatni rok pracoalam w Hiszpani,zaprzyjaznilam sie z pewna Kolumbijka,ktora wprowadzila mnie w ten niesamowita kulture z ktorej pochodzi.Mieszkalam takze z niesamowitym Kolumbijczykiem i jestem pełna zachwytu dla tych ludzi..nOo i ta kawa:)

Dodane przez am, w dniu 2008-11-18 15:31:32

Po przeczytaniu tego artykułu,chciałabym pani Ewo ,podziękować za miłe spotkanie w dniu 11.10.08 w kawiarence Absolwent w Gostyniu.Kolumbia to na pewno dla nas, mało znany egzotyczny kraj.Uważam ,ze ten artykuł móglby posłużyć jako dobra lekcji geografii.Tak skromnie pani powiedziala o swoim męzu,ja dodam własnie tak prosto,jest wyjątkowy.Pozwolę sobie na pozdrowienie trzech osób,które gościly w Gostyniu.Kawa wyśmienita.

Dodaj komentarz

dodaj
  • Poleć nas znajomemu:

Złap aktualne okazje

Torebka damska
Organizer dla kosmetyczki
18 PLN
OBUWIE DAMSKIE ADIDAS
229 PLN 259 PLN
NEW BALLANCE MĘSKIE
299 PLN 349 PLN
VOUCHERY O WARTOŚCI 20, 50 I 100 ZŁ
Oprawa damska